Menu

Być albo nie być

25 lutego 2016 - Kino, Teatr
Być albo nie być

Na sam początek, tudzież na powitanie, postanowiłam zadać Wam, moi Czytelnicy fundamentalne pytanie. Nie, nie chodzi o Szekspirowski dylemat, daleko mi do mistrza, a i wątpliwa wrażliwość duszy nie ogarnia problemów egzystencjalnych. Liczy się tu i teraz. Niemniej jednak pytanie, które nurtuje mnie niemal od zawsze jest tyleż banalne co trudne. Mianowicie – kino, czy teatr? W pierwszej chwili z pewnością chcielibyście powiedzieć – oczywiście, że kino. Domyślam się, że tych preferujących teatr jest zdecydowanie mniej, sztuka od jakiegoś czasu zostaje wyparta przez technologię i nie wiadomo dlaczego odwiedzających teatr jest wciąż mało. Kino ma tę przewagę nad teatrem, że obfituje w efekty specjalne i przenosi nas niekiedy w całkowicie surrealistyczny świat.

Teatr ma pewne wiadome ograniczenia, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Może to lepiej? Dziwacznie wyglądaliby aktorzy latający statkami kosmicznymi lub przebrani za kosmitów. Wszystko ma swoje miejsce. Nie mieszajmy tych dwu światów. Zatem, gdybym miała wybrać pomiędzy kinem a teatrem, miałabym niemały dylemat. Kocham kino miłością totalną, jednak nie bezwarunkową, bowiem treści kinowe należy obecnie dosyć mocno filtrować, aby nie zaśmiecać umysłu bezwartościowymi produkcjami. Niemniej jednak każdy film ukazuje jakiś rodzaj rzemiosła, przede wszystkim zaś koncepcję i zamysł twórcy. Nie wszyscy muszą być bowiem Jamesem Cameronem i Quentinem Tarantino, artystami doskonałymi w swej dziedzinie, mimo że poruszającymi się w różnych nurtach. W przypadku teatru problem filtrowania jest zbędny. Teatry zazwyczaj nie wystawiają nędznych sztuk, w większości są one przełożone na deski teatru z dzieł literackich, toteż ich jakość jest oczywista. Inaczej także obiera się sztukę teatralną, obcując niemalże twarzą w twarz z aktorem, obserwując na żywo jego ruchy i mimikę. Oczywiście technologia full HD jest tutaj ogromną konkurencją, jednak miłośnicy teatru doskonale wiedzą o co chodzi. Mimo, że klimat sali kinowej jest zbliżony do klimatu widowni teatru, jest w tym drugim coś co wywołuje u mnie dreszczyk emocji. Zapach starych, scenicznych desek, unosząca się w powietrzu woń tkanin z garderoby, opuszczana kurtyna i żywe wydobywane prosto z piersi głosy, bez efektu dolby surround a napędzane jedynie pracą przepony. Sama słodycz. Kocham teatr.

A Wy, drodzy Czytelnicy? Wolicie kino czy może tak, jak ja jesteście teatromaniakami?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *